Speaker #0To jest podcast Herbalistic, a ja jestem Joanna Kuś-Martinez, herbalista, czyli zielarka certyfikowana przez francuską Szkołę Ziół Leczniczych, Ecole Lyonnais de Plante Medicinale oraz twórczyni marki Wide & Slow. W tym podcaście poznasz moc... roślin leczniczych, fitoterapii oraz aromaterapii. Stworzyłam go z myślą o wszystkich osobach, które szukają naturalnych sposobów wspierania swojego dobrostanu poprzez zastosowanie ziołoterapii w holistycznym podejściu do zdrowia. Zaczynamy Z każdą dobą upywa nam teraz po kilka minut światła. Jesień rozkręca się na dobre, a my w przeciwieństwie do naszych przodków, którzy o tej porze roku naturalnie zwalniali i wchodzili w tryb oszczędności energii, my akurat teraz przyspieszamy obowiązki, terminy, niekończąca się lista rzeczy do odhaczenia. No i w efekcie wchodzimy w okres przedświąteczny i te same święta już całkowicie wyczerpani. No i w internecie, a zwłaszcza w mediach społecznościowych. Co roku o tej porze wraca ten sam mit, że istnieje jakaś jedna cudowna roślina, która rozwiąże wszystkie nasze problemy i sprawi, że nie zachorujemy. I powiem Ci wprost, nie ma czegoś takiego. Nie istnieje żadna magiczna roślina na odporność. Witaj w podcaście Herbalistic i jeśli już dobrze zrozumiałaś, zrozumiałaś, dzisiaj będziemy mówić o odporności i o ziołach. które mogą nam pomóc. Rzeczywistość jest jak zwykle o wiele ciekawsze i cała magia roślin tkwi w ich biochemii, bo rośliny działają na nasz organizm i wspierają go w precyzyjny i bardzo ukierunkowany sposób, ale same z siebie niczego za nas nie załatwią. Mocna odporność to przemyślane ziołolecznictwo plus precyzyjna suplementacja mikroelementów plus konkretny, konsekwentny styl życia. No i mówiąc najprościej i bez ogródek, napar z tymianku i cynamanu naprawdę nie zdziała cudów, jeśli pokrojemy, wyjadamy łyżeczką wieczorem, czekoladowy, wiesz, ten znany czekoladowy krem ze słoiczka. Nie ma więc magicznych roślin. Są za to substancje czynne, które w dobrze dobranej mieszance stają się naprawdę potężne i skuteczne. Dlaczego? bo kilka ziół połączonych z głową działa równocześnie na kilka układów, a więc odpowiada na kilka problemów naraz. Składniki przeminkają się i uzupełniają. Można powiedzieć, że pomagają sobie nawzajem i roślina prowadząca, to na przykład roślina poprawiająca krążenie i dotlenienie dowozi substancje odżywcze, regenerujące, czy ochronne dokładnie tam, gdzie są w danym momencie najbardziej potrzebne. W dobrze ułożonej formule rośliny grają po prostu jak zgrany zespół. Jedne wspierają i regulują, korygują, wyciszają albo łagodzą działanie tych mocniejszych. Żeby zbudować sensowną synergię immunomodulującą, musimy najpierw przyznać przed sobą, że nasz układ odpornościowy jest skomplikowany i musimy uruchomić różne jego zasoby, a nie zalewać ewentualnego wirusa hektoliktrami naparu z tymianku czy jeżówki w ostatniej chwili. Kiedy tworzę receptury ziołowe zawsze lubię pracować nad ich kompozycją na trzech precyzyjnych poziomach i spójrzmy jak wygląda taka kompozycja w praktyce. Zacznijmy od poziomu pierwszego. Poziom pierwszy to jest gwardia przedboczna, czyli takie rośliny, które idą na pierwszy ogień. Jeśli chcę dobrze przygotować odporność na jesień, zabieram się za to o wiele wcześniej, bo zioła potrzebują czasu, żeby zadziałać w tkankach. I wybieram wtedy rośliny, które stymulują układ odpornościowy z wyprzedzeniem, tak, żeby pierwsze chłody nie zaskoczyły mnie. I to jest nasza główna siła uderzeniowa. Jedna z roslin, która tutaj będzie idealna, to będzie jeżówka porporowa Echinacea porporea. Tutaj użyjemy suszonych kwiatów. Jeżówka to potężny immunomodulator i w praktyce jeżówka działa jak strażnik. Pobudza produkcję białych krwinek i przygotowuje układ limfatyczny do pracy. Obecne w niej alkyloamidy wspierają odpowiedź immunologiczną i pomagają regulować stan zapalny. Tradycyjnie stosuje się ją zapobiegawczo, żeby ograniczyć infekcje oportunistyczne i stany grypopodobne. Na poziomie pierwszym będzie czarny bez, Sambucus nigra. I tutaj wybieram suszone kwiaty i to jest roślina pracująca na rzecz całego organizmu. I tutaj bardzo ważna uwaga, sięgam po kwiaty, a nie po owoce, bo kwiaty działają łagodniej, więc do profilaktyki pasują wręcz idealnie. Są bogate we flawonoidy, takie jak rutyna czy kwarcetyna oraz kwasy fenolowe. Tradycyjnie służą do łagodzenia błąd śluzowych dróg oddechowych i wspierania procesu pocenia się. I największą renomę mają jako środek właśnie napotny, bo pobudzają pocenie i pomagają podnieść temperaturę ciała, czyli dokładnie tę reakcję, którą organizm uruchamia, żeby się obronić. kiedy drobne ostroje już się przedostaną do organizmu. Czarny bez nie zatrzymuje infekcji na siłę, on pomaga ciału przejść przez nią w sposób naturalny, wspomagając proces termoregulacji. Dodam jeszcze krótkie wyjaśnienie w temacie czarnego bzu, jeśli chodzi o owoce i kwiaty, kiedy możemy używać. Więc owoce w syropie albo na przykład w wyciągu wodno-alkoholowym możemy stosować od pierwszych objawów infekcji. Natomiast kwiaty będą działać bardziej zapobiegawczo, czyli możemy go stosować bardziej profilaktycznie. I jak widzisz, ta sama roślina ma dwie różne części i dwa zupełnie różne momenty kuracji. Przejdźmy teraz do poziomu drugiego. I drugi poziom to są rośliny, które służą nam za GPS, czyli zajmują się logistyką. Drugi poziom to rośliny, które prowadzą substancje czynne dokładnie tam, gdzie mają zadziałać. Bez nich możesz mieć najlepsze zioła świata, ale ich potencjał po prostu się rozproszy w ciele. I tutaj wybrałam tymianek pospolity, tymus vulgaris. To jest nasz drogowskaz dla dróg oddechowych. W tej mieszance działa jak precyzyjny posłaniec. I dzięki obecności lotnych fenoli, tymolu i karwakrolu ma naturalne upodobanie do układu oddechowego. Tymianek zbiera ochronne działania jeżówki oraz bzu i kieruje je wprost na górne drogi oddechowe, czyli dokładnie tam, gdzie zimowe wirusy próbują się zagnieździć. Przy okazji łagodzi podrażnienia i wycisza pierwsze objawy przeziębienia. I dochodzimy do poziomu trzeciego. I ten poziom to jest taki dział reklamacji i odprażenia. Bo odporność... która naprawdę działa, potrzebuje solidnego fundamentu, na którym może się oprzeć. Bez snu, bez regeneracji, bez składników odżywczych, odpowiedź po prostu siada. Stres działa wtedy jak cieknący kran, czyli wysusza zapasy naszego organizmu kropla po kropli. Dlatego tutaj warto jest sięgnąć po rośliny, które są harmonizujące i asystujące. czyli takie, które nie tylko odżywiają organizm, ale też wygładzają działanie całej formuły. Czyli pilnują równowagi i łagodzą ewentualne napięcie. Jedną z takich roślin będzie dzika róża, roza kanina. To jest wsparcie mikroskładnikowe. Owoce dzikiej róży to doskonałe źródło kwasu askorbinowego, czyli naturalnej witaminy C. A przy tym... Są pełne pektyn i proantocyanidyn. Pomagają zmniejszyć zmęczenie fizyczne i chronią komórki odpornościowe przed stresem oksydacyjnym. I razem z tym jankiem, jeżówką, trzymają naszą ekipę na właściwym poziomie. I kolejną rośliną, którą ja tu wybrałam, to będzie lawenda lekarska, lavandula angustifolia i odpowiada ona za regulację układu nerwowego. Dlatego, że przebodźcowany układ nerwowy skutecznie tłumi odpowiedź immunologiczną. I kwiaty lawendy przywracają równowagę, wyciszają niepokój, rozluźniają napięcia i pilnują, żeby jesienny stres nie rozmontował tarczy obronnej, którą właśnie budujemy. Czyli pamiętaj, mówimy tutaj o suszonym kwiecie do naparu, a nie o olejku eterycznym. bo to nie jest to samo i nie dorzucamy olejku eterycznego do swojej ziołowej herbatki. Jak widać już chyba wyraźnie. że dobra formuła ziołowa to nie jest przypadkowy zestaw roślin stojących obok siebie w słoiku. To przede wszystkim zrozumienie, do czego ta mieszanka ma służyć, na czym polega problem i które substancje potrafią wspólnie na niego odpowiedzieć. Ta synergia działa, ponieważ obiera się na biochemicznej i fizjologicznej harmonii, bo każda roślina ma tu swoją określoną rolę i działa zresztą w... w idealnym zgraniu. Tak jak w ekipie. Napar to jednak dopiero połowa pracy. Żadna roślina i żadna choćby najbardziej precyzyjna mieszanka nie zadziała, jeśli podstawy leżą. Jeśli śle sypiesz, jesz w biegu ze wzrokiem utkwionym w telefonie, siedzisz przez cały dzień bez ruchu. No właśnie, wiadomo. Sen, jedzenie, ruch. Jeśli do tego goniesz za... zadaniami, które miały być gotowe na wczoraj, odporność automatycznie schodzi na dalszy plan. Ośrodkowy układ nerwowy uznaje po prostu, że pilniejsze jest przetrwanie tu i teraz, niż produkcja białych krwinek i przeciwciał na później. I sen zaczyna się rano. I żeby ciało mogło się odbudować, potrzebuje snu, które naprawdę regeneruje. I taki sen zależy od tego, co robisz już po przebudzeniu. 10 do 20 minut dziennego światła każdego ranka, najlepiej przed godziną 10, to właśnie sprzyja wydzieleniu serotoniny, która wieczorem przekształci się w melatoninę, czyli nasz hormon snu. Ostatnia kawa najpóźniej do godziny 14, a jeśli jesteś wrażliwa, wrażliwy nawet o 12. W ciągu dnia pilnuj, żeby mieć zbilansowane i zdrowe posiłki. z solidną porcją błonnika i intensywny wysiłek zostaw na porę przed 20, a wieczorem naprawdę zwolnij, sięgnij po prawdziwą książkę papierową zamiast ekranu, telefonu czy telewizora. Ruch jako wsparcie odporności? Tak, kiedy biegasz, pływasz, ćwiczysz jogę albo po prostu szybko chodzisz, tkanki zgłaszają zapotrzebowanie na tlen, a układ krążenia wraca do równowagi. Ruch pozwala też utrzymać masę mięśniową, a to jest ważniejsze niż się wydaje. Mięśnie są naszym magazynem glutaminy, czyli paliwa dla białych krwinek i produkcji przeciwciał. To rezerwa, z której organizm czerpie dokładnie wtedy, gdy odporność ma najwięcej pracy. Wiadomo też, że ruch oddziałuje pozytywnie na układ nerwowy, czyli świetnie rozładowuje też stres i rozdmuchuje natłok myśli kręcących się jak... koło wrotku, a to przekłada się na lepszą aktywność komórkową. Ruchem i głębokim oddechem stymulujemy nerw błędny, a to powoduje regulację rytmu serca, obniża ciśnienie i wprowadza nas w stan głębokiego odprężenia. Ciało przychodzi wtedy w tryb regeneracji i właśnie wtedy buduje swoją prawdziwą tarczę obronną. Oczywiście muszę wspomnieć o odpowiednim odżywianiu, dlatego, że odporność... Buduje się przede wszystkim przez to, co wkładamy na nasz talerz każdego dnia. No i nie zamierzam tutaj nikogo nawracać, ani na weganizm, ani na paleo, ani na żaden inny model dietetyczny. Chcę tutaj przede wszystkim powiedzieć, co warto dorzucić do swojego jedu z pisu, do swojej diety, zanim cokolwiek odstawimy. I najważniejsze moim zdaniem są tutaj probiotyki, czyli dodajemy surową kapustę kwaszoną, kefir. Wszystkiego rodzaju kiszonki. Później dodamy prebiotyki, które karmią nasze probiotyki, czyli świeże owoce i warzywa na surowo, jeśli to jest możliwe, ze skórką oczywiście, jeśli to jest organik. Jedno bez drugiego nie ma większego sensu, bo wprowadzenie kultur bakterii bez dania im czegokolwiek do jedzenia niewiele zmieni mikroflorze. Glutamina. o której nie często się słyszy, to jest ulubione paliwo anterocytów i komórek odpornościowych. To jest aminokwas warunkowo niezbędny i organizm sam go wytwarza, ale przy rosnącym zapotrzebowaniu w stresie np. przy infekcji czy przy przewlekłym zmęczeniu po prostu organizm nie nadąża na jego produkcję i zapasy topniają dokładnie wtedy, kiedy są najbardziej potrzebne. Więc rosół na kościach, jajka, ryby, strączki, natka, pietruszki i surowa kapusta świetnie pokrywają większość tych potrzeb. Następnie dwa kofaktory, których nie wolno pominąć, magnez i witamina B6. Chodzą one w parze. Bez B6 magnez nie wiąże się w organizmie tak jak powinien. Sięgaj po orzechy, gorzką czekoladę, sardynki i zielone warzywa. A przy suplementacji 300-600 mg magnezu dziennie, najlepiej w formie glicynianu lub cytrynianu przyjmowane pod koniec dnia. I na koniec dwa uzupełnienia. dwa składniki, które domykają naszą pracę nad odpornością w tym okresie. Jeden z pierwszych z nich to spirulina, to jest cyanobakteria. Wspiera ona odporność, tradycyjnie jest stosowana w okresach rekonwalescencji, przy astenii fizycznej i czynnościowej oraz przy ogólnym przeciążeniu organizmu. Bada się także pod kątem odporności wysiłkowej, wydalności, wydolności. Przy katarze natralergicznym jest niezwykle przydatna przy uzupełnieniu niedoborów. Dostarcza od 50 do 70% łatwo przyswajalnego białka z aminokwasami egzogennymi i ma cenne kwasy tłuszczowe, barwniki, a w tym fikocjaninę oraz minerały. Czyli będzie takim dobrym uzupełnieniem, jeśli chodzi o regenerację i odżywienie organizmu. Kolejnym składnikiem, a właściwie rośliną jest traganek, znany pod nazwą astragalus membranaceus. Traganek to wspaniały tonik na przewlekłe zmęczenie. Jedna z najważniejszych roślin adaptogennych, słynąca ze swojego przemyślonego wpływu na układ odpornościowy. Laganek pomaga zwiększać produkcję białych krwinek i w tradycyjnej medycynie chińskiej jest za tonik energii. 胃气, czyli naszej energii obronnej, która krąży tuż pod skórą i tworzy powłokę ochronną przed patogenami. Co niezwykle ciekawe, traganek reguluje i harmonizuje immunologię. Sprawdza się doskonale zarówno wtedy, gdy odporność jest osłabiona i zmagamy się z nawracającymi infekcjami, jak i wtedy, gdy układ immunologiczny jest nadreaktywny, na przykład przy katarach alergicznych i alergiach. Traganek znany jest też z tego, że stymuluje produkcję przeciwciał, zwłaszcza IgA i IgG i szczególnie w śluzówce dróg oddechowych. Pobudza też fagocytozę mikrofagów. Co więcej, w opiece konwencjonalnej, stosuje się go wspomagająco podczas chemioterapii i radioterapii przy chorobach nowotworowych. Wspiera organizm wtedy i pomaga nasilać toksyczny wpływ leków na komórki nowotworowe, a jednocześnie łagodzi ich niszczycielski wpływ na zdrowie tkanki. No i jeszcze coś ciekawe, traganek wspiera nerki i nadnerki. a kto mówi nadnercza? Mówi hormony stresu. To znaczy, że jest niezastąpionym, głębokim wsparciem przy wyczerpaniu tzw. burnout i przy takich zmęczeniach w okresach trudnych, życiowych przejść i podczas rekonwalescencji, na przykład po porodzie. No i z tego traganka dostajemy też działanie przeciwinfekcyjne, osłonowe dla wątroby, tonizujące. oraz regulujące poziom cukrowej krwi bez ryzyka nagłych spadków. Jeśli chodzi o przyjmowanie traganka, to jest jedna bardzo ważna zasada. Nie wolno go przyjmować, właściwie nie zaleca się go przyjmować przy ostrych infekcjach, w trakcie ostrego stanu zapalnego, dlatego że mógłby zamknąć potencjalny patogen wewnątrz organizmu i nasilić objawy. dlatego że traganek zamyka i wzmacnia swoją powłoką ochronną właśnie tej wejci, tej energii odskórnej. I traganka używamy zapobiegawczo w profilaktyce przy osłabieniu, przy katarze alergicznym lub rekonwalescencji, czyli już po infekcji. By zbudować dobrą odporność potrzeba czasu, więc nie zapomnij o dobrym regenerującym śnie, ruchu i odżywianiu. Jeśli chcesz poznać odpowiednią proporcję ziół synergii wspierającej odporność, zajrzyj na profil Instagram Herbalistik Podcast. Taka kuracja trwa u mnie zazwyczaj 3 tygodnie, po czym robię tydzień obowiązkowej przerwy, dlatego że w ziołolecznictwie... Taka przerwa jest nieodzowna, organizm nie przyzwyczaja się wtedy do ziół i po powrocie do mieszanki rośliny znów działają z pełną mocą. Mam wielką nadzieję, że ten odcinek był dla Ciebie wartościowy i że Cię zainspirował, że spojrzysz na budowanie odporności zupełnie z innej perspektywy. Bardzo Ci dziękuję za ten wspólnie spędzony czas. Jeśli zdecydujesz się wyprowadzić tę mieszankę albo masz swoje własne sprawdzone jesienne rytuały, koniecznie daj mi znać w komentarzu na Spotify, Instagramie lub na Substacku. Pamiętaj też, że składniki tego naparu możesz śmiało modyfikować i dopasowywać do swoich indywidualnych potrzeb, pamiętając oczywiście o wcześniejszym sprawdzeniu przeciwwskazań. I w końcu to właśnie to eksperymentowanie i szukanie własnej synergii jest zioło lecznictwo je najpiękniejsze. Trzymaj się ciepło i do usłyszenia w kolejnym odcinku. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości dotyczące swojego zdrowia lub stosowania olejków czy ziół leczniczych, koniecznie skontaktuj się z lekarzem. Jeśli spodobał Ci się ten materiał i był dla Ciebie wartościowy, zostaw 5 gwiazdek i ciepłą recenzję w aplikacji, z której słuchasz, a następnie prześlij link znajomym. Do usłyszenia w kolejnym odcinku.